„Zamożność i egoizm dały mu poczucie bezpieczeństwa, które zawodzi przy pierwszym napotkanym zagrożeniu. Dopiero wtedy człowiek dostrzega, że zdobycze cywilizacji osłabiły go fizycznie i psychicznie, przytępiły naturalne instynkty, czyniąc go bezbronnym, nieraz w banalnej sytuacji.” — Jacek Pałkiewicz, Jak żyć bezpiecznie w dżungli miasta
Żyjemy w luksusie, o jakim naszym przodkom się nie śniło. Wystarczy jedno kliknięcie w smartfonie, aby zamówić ciepły posiłek, przelać pieniądze na drugi koniec kraju, sprawdzić prognozę pogody czy skontaktować się z kimkolwiek na Ziemi. Ten technologiczny kokon, utkany z niewidzialnych fal, kabli światłowodowych i algorytmów, uśpił naszą czujność. Przez ponad osiemdziesiąt lat cieszymy się w tej części Europy pokojem i względnym dostatkiem, uznając ten stan za nienaruszalny porządek natury, a nie za delikatny, kruchy konstrukt cywilizacyjny.
Gdy gasną ekrany i prąd: Czy w świecie cyfrowego komfortu obudzimy się bezbronni wobec własnej bezradności?
Co zyskuje czytelnik po zapoznaniu się z tą treścią:
|
Gdy jednak w rozmowie Rafała Górskiego z redakcji Tygodnika Spraw Obywatelskich z Marcinem Kowalskim, przewodniczącym Krajowego Zespołu Koordynacyjnego ds. Ratownictwa i Ochrony Ludności PCK, pada fundamentalne pytanie: „Co by się z nami stało, gdyby jutro przestało działać to, co dziś uważamy za oczywiste?”, w studiu zapada wymowna cisza. Odpowiedź brzmi brutalnie: tak naprawdę nie wiemy.
Psychologia przetrwania: 90 procent głowy, 10 procent sprzętu
Współczesna psychologia społeczna i literatura survivalowa – od klasycznych prac Cody'ego Lundina po refleksje Jacka Pałkiewicza – są w tej kwestii nad wyraz zgodne. W sytuacji kryzysowej o naszym przetrwaniu w dziewięćdziesięciu procentach decyduje stan psychiczny, opanowanie i odporność nerwowa, a zaledwie w dziesięciu sprzęt, ekwipunek czy procedury. Zamożność i egoizm – jak celnie zauważa Pałkiewicz – wyhodowały w nas fałszywe poczucie nietykalności. Uwierzyliśmy, że nieszczęścia, powodzie, przerwy w dostawie prądu czy dramaty geopolityczne dotkną „kogoś innego”, gdzieś daleko, w innej strefie czasowej, na pewno nie nas, tu, w ciepłym, bezpiecznym mieszkaniu.
Tymczasem wystarczy drobna awaria na stacji benzynowej, lokalny pożar w piwnicy krakowskiego bloku, czy kilkugodzinny zanik zasilania, aby cały ten cywilizacyjny blichtr rozpadł się jak domek z kart. Człowiek odzwyczajony od fizycznego wysiłku, pozbawiony kontaktu z sąsiadami, uzależniony od cyfrowej tożsamości w telefonie, staje się bezbronny w najbardziej banalnych okolicznościach.
Wojna z gotówką czy powrót do racjonalności?
W tle technologicznego postępu toczy się cicha rewolucja – eliminacja gotówki. Banki zwijają stacjonarne placówki, sieci bankomatów rzedną, a płatności zbliżeniowe stały się jedyną formą wymiany ekonomicznej dla młodszego i średniego pokolenia. Wygoda ta ma jednak mroczną, systemiczną stronę. Awaria sieci energetycznej lub cyberatak unieruchamiają terminale płatnicze w sekundę. Na Dolnym Śląsku podczas powodzi w 2024 roku doświadczono tego boleśnie: nawet posiadając oszczędności na koncie bankowym, nie można było wypłacić ani grosza, bo bankomaty nie działały bez prądu.
Pojawia się tu głęboki dylemat aksjologiczny i socjaldemokratyczny. Czy państwo, promując bezgotówkowy obieg pieniądza w imię nowoczesności i wygody, nie skazuje obywateli na całkowite uzależnienie oraz podatność na inwigilację? Próby wprowadzania przez organizacje społeczne – takie jak Koalicja dla Gotówki – apeli do rządzących o umieszczanie w poradnikach bezpieczeństwa zaleceń posiadania fizycznego zapasu gotówki oraz regularnego posługiwania się nią na co dzień, wzorem skandynawskich standardów, spotykają się często z oporem administracji. Państwo chętnie rozdaje broszury z instrukcjami, ale unika brania na siebie odpowiedzialności za realne wsparcie finansowe najuboższych.
Gdzie kończy się państwo, a zaczyna obywatel?
To prowadzi do kluczowego pytania o granice odpowiedzialności. Czy hasło „bądź bezpieczny, przygotuj się” nie jest sprytnym zabiegiem, w ramach którego administracja publiczna zdejmuje z siebie ciężar organizacji obrony cywilnej, zrzucając go na barki pojedynczego obywatela – podobnie jak firmy kurierskie zdejmują z siebie obowiązek doręczania paczek pod drzwi, odsyłając nas do automatów paczkowych?
Marcin Kowalski słusznie zauważa, że w optyce społecznej państwo to my wszyscy. Żaden rząd nie wybuduje skutecznej tarczy ochronnej, jeśli społeczeństwo będzie ją torpedować lub wykazywać bierną obojętność. Jednak z perspektywy socjaldemokratycznej pojawia się tu wyraźna rysa: łatwo mówić o „odpowiedzialności obywatelskiej” człowiekowi, który ma oszczędności, stabilną pracę i pełną lodówkę. Co jednak z samotnym seniorem uwięzionym na trzecim piętrze bloku bez wind, osobą z niepełnosprawnością czy rodziną ledwo wiążącą koniec z końcem, dla której zakazany luksus stanowi nawet podstawowy plecak ewakuacyjny za 300–400 złotych?
Instytucjonalny system ochrony ludności nie ma jeszcze gotowych odpowiedzi dla tych najbardziej wrażliwych grup. I tu wkracza to, co najważniejsze: solidarność międzyludzka, lokalna samopomoc oraz wrażliwość, której nie da się zapisać w żadnej ustawie.
Praktyka kryzysu: Chaos administracji i wielkość społeczeństwa
Doświadczenia Polskiego Czerwonego Krzyża z kryzysu uchodźczego na granicy wschodniej, wojny na Ukrainie czy powodzi na południu Polski przynoszą wnioski zarówno gorzkie, jak i głęboko budujące.
Z jednej strony, państwo jako struktura biurokratyczna w pierwszych godzinach każdego kryzysu musi borykać się z nieuchronnym chaosem. Nie da się bezbłędnie przewidzieć uderzenia żywiołu; służby ratownicze nie wjadą w sam środek zalewającej wszystko fali powodziowej, dopóki poziom ryzyka nie spadnie do bezpiecznego poziomu. Miara dojrzałości państwa tkwi w tym, jak szybko ten chaos potrafi okiełznać.
Z drugiej strony – i tu kryje się najpiękniejsza, autentyczna perspektywa socjologiczna – za każdym razem obywatelska reakcja przeradza się w fenomenalny akt solidarności. Koła gospodyń wiejskich, lokalni ochotnicy, sąsiedzi wyciągający pomocną dłoń, bezinteresowność ludzi, którzy sami ucierpieli, lecz dzielą się wodą i ciepłym posiłkiem – to dowodzi, że w polskim społeczeństwie głęboko zakorzeniona jest zdolność do samopomocy. Odporność społeczna nie rodzi się z rozporządzeń ministerialnych, lecz z sąsiedzkich relacji. Z faktu, że wiemy, kto nad nami mieszka i kto nie poradzi sobie sam, gdy zabraknie prądu.
Kryzys zaufania i pytanie o jutro
W dobie sztucznej inteligencji, syntezatorów mowy potrafiących sklonować głos bliskiej osoby oraz oceanu dezinformacji w mediach społecznościowych, kolejnym potężnym zagrożeniem staje się kryzys zaufania. Gdy gasną ekrany, skąd mamy wiedzieć, komu wierzyć? W małych społecznościach rolę tę pełnią dawne autorytety: proboszcz, naczelnik OSP, przedstawiciel PCK czy lokalny lider opinii, którego sprawość znamy od lat.
Rozmowę z Marcinem Kowalskim kończy jednak refleksja najtrudniejsza, niemal egzystencjalna. W obliczu najczarniejszych scenariuszy nie pyta się już tylko o zasoby czy plecaki ewakuacyjne. Pytanie brzmi: „Ilu nas zostanie?”. Ilu obywateli zachowa determinację, aby zostać na swojej ziemi i nieść pomoc, a ilu ulegnie instynktowi ucieczki? Odpowiedzi na to pytanie nikt nie zna, dopóki sami nie znajdziemy się w ogniu próby.
Źródło: Czy masz świadomość? (333) – Bądź bezpieczny. Przygotuj się! |
Bezpieczeństwo narodowe i ochrona ludności to nie tylko kwestia zbrojeń, betonowych schronów czy rządowych poradników rozsyłanych w milionach egzemplarzy. To przede wszystkim sprawdzian naszej dojrzałości moralnej, empatii i więzi społecznych. Państwo może stworzyć infrastrukturę, lecz gotowość ducha i solidarność międzyludzka muszą wyrosnąć w nas samych. Zanim zgasną światła, warto przypomnieć sobie, że najtrwalszym schronem w czasie kryzysu pozostaje drugi człowiek.
Oprac. 22/9/2026,
Skrybent Gniadek
Pomóż przeżyć i dorzuć się na Suppi.
!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane. |

