Etykiety

niedziela, 3 maja 2026

Iluzja miłosierdzia w cieniu algorytmu: Dlaczego zbiórki nie zastąpią państwa?

Gdy influencer jednym kliknięciem zbiera miliony na chore dzieci, klaszczemy z zachwytu. Ale co dzieje się z tymi, którzy nie są „fotogeniczni” w swoim cierpieniu? Zapraszam do lektury wszechstronnej analizy fenomenu cyfrowej filantropii, która – choć karmi nasze serca – może po cichu głodzić nasz system ochrony zdrowia. Dowiedz się, dlaczego Twoja składka zdrowotna jest najważniejszą akcją charytatywną, w jakiej bierzesz udział.

* * *

"Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat – ale kto buduje szpital, ratuje tysiące tych, których imion nigdy nie pozna".


 Współczesna Polska przypomina wielki plac budowy, na którym zamiast solidnych fundamentów instytucjonalnych, coraz częściej próbujemy stawiać konstrukcje z „lajków”, emocjonalnych rolek i SMS-owych zrywów. Ostatnie wydarzenia w przestrzeni medialnej – zbiórki opiewające na ćwierć miliarda złotych – wywołały zbiorową euforię. Oto „my”, naród, pokazaliśmy, że potrafimy. Ale w cieniu tego triumfu czai się pytanie, na które rzadko chcemy odpowiadać: czy nasza hojność nie stała się przypadkiem listkiem figowym dla postępującej erozji zaufania do państwa?

Pomiędzy „serduszkiem” a systemem – o etyce zrzutek i odpowiedzialności wspólnoty.

Co zyskuje czytelnik:

Po lekturze tego tekstu Czytelnik zyskuje głębsze zrozumienie mechanizmów rynkowych sterujących współczesną charytatywnością. Uczy się odróżniać doraźną pomoc emocjonalną od systemowej odpowiedzialności za dobro wspólne oraz otrzymuje argumenty do dyskusji o tym, dlaczego silne państwo i sprawiedliwy system ubezpieczeń są najlepszą gwarancją bezpieczeństwa dla każdego obywatela, niezależnie od jego „medialności”.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

 Z perspektywy socjologii mediów to, co obserwujemy, to estetyzacja cierpienia. Aby uzyskać pomoc w świecie zdominowanym przez zrzutki, choroba musi stać się produktem. Musi być medialna, chwytająca za serce, najlepiej z twarzą dziecka, które idealnie wpisuje się w ramy instagramowego kadru. Jak zauważa dr Maria Libura, wpadamy w pułapkę efektu Świętego Mateusza. Biblijny aksjomat z Ewangelii według św. MateuszaBo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma” (Mt 13, 12), realizuje się tu w sposób wyjątkowo przewrotny. Ci, którzy mają zasięgi, sprawny marketing i fotogeniczne nieszczęście, otrzymują miliony. Ci zaś, których choroba jest „brzydka”, wstydliwa – jak nowotwory osób starszych czy schorzenia urologiczne wieloródek – pozostają w ciemnej strefie cyfrowego niebytu.

 Z psychologicznego punktu widzenia zbiórki dają nam coś, czego nie daje podatek: natychmiastowe poczucie sprawstwa. Klikam, przelewam 10 złotych i widzę, jak pasek postępu rośnie. To dopamina przebrana w szaty altruizmu. Jednak to poczucie sprawstwa bywa iluzoryczne. Podczas gdy platformy zbiórkowe pobierają prowizje sięgające nieraz 6%, administracja NFZ kosztuje nas mniej niż 1% składek. Mimo to, w powszechnym mniemaniu urzędas z funduszu jest wrogiem, a „influencer z sercem” – zbawcą. To niebezpieczny dryf w stronę sentymentalnego anarchizmu, w którym odrzucamy solidaryzm społeczny na rzecz emocjonalnej loterii.

 W ujęciu socjaldemokratycznym ochrona zdrowia nie jest aktem łaski, lecz prawem człowieka. Ewangeliczna zachęta: Jeden drugiego brzemiona noście” (Gal 6, 2) w nowoczesnym państwie realizuje się poprzez progresywny system podatkowy i ubezpieczeniowy. To właśnie ta „przymusowa akcja charytatywna”, jaką jest NFZ, finansuje tysiące zawałów, dializ i operacji, o których nikt nie nagra wiralowego filmu na TikToku. Gdy zaczynamy wierzyć, że zbiórki mogą załatać dziury w systemie, dajemy politykom „przepustkę do lenistwa”Jeśli społeczeństwo samo sfinansuje najdroższe terapie, po co reformować system?

 Musimy też otwarcie mówić o etycznym koszcie, jaki płacą beneficjenci tych zrywów. Rodzic dziecka, który musi „sprzedać” jego prywatność, aby uzyskać szansę na leczenie, zostaje poddany procesowi uprzedmiotowienia. Staje przed trybunałem publiczności, która ocenia: czy ten przypadek jest wystarczająco smutny?. To brutalny regres do czasów przed-nowoczesnych, gdzie pomoc zależała od kaprysu pana i łaskawości dworu, a nie od obiektywnej potrzeby medycznej.

 Odpowiedzialność za decyzję o wsparciu zbiórki jest wielowymiarowa. Z jednej strony, odruch serca jest godny najwyższego szacunku i stanowi o naszym człowieczeństwie. Z drugiej – jako obywatele musimy rozumieć, że zdrowie populacji zależy od struktur, a nie od akcyjności. Nie możemy pozwolić na powstanie „medycyny metropolitalnej”, gdzie bogaci mieszkańcy dużych miast ze świetnymi łączami do influencerów żyją dłużej, podczas gdy prowincja staje się pustynią medyczną. Solidarność, o której tyle mówimy, musi być nudna, systemowa i biurokratyczna, aby była skuteczna dla każdego, nie tylko dla wybranych.

 Na koniec warto przywołać biblijną zasadę sprawiedliwości: Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7, 12)Czy chcielibyśmy żyć w świecie, w którym nasze życie zależy od tego, czy algorytm Facebooka łaskawie wyświetli nasz wpis? Zapewne nie. Dlatego prawdziwym aktem dojrzałości społecznej nie jest tylko jednorazowy przelew na „zrzutkę”, ale codzienne wymaganie od państwa, aby system, na który wszyscy się składamy, działał sprawnie i sprawiedliwie.


Źródło: Czego nie zastąpią zbiórki? | Goście: dr Maria Libura, Radek Tokarz | Dwie Lewe Ręce



Zjawisko masowych zbiórek w Polsce jest fascynującym, ale i niepokojącym barometrem stanu naszego społeczeństwa. Pokazuje ogromny potencjał dobra, ale jednocześnie obnaża dramatyczny deficyt zaufania do instytucji publicznych. Musimy uważać, aby „kultura zrzutki” nie stała się gwoździem do trumny publicznej ochrony zdrowia. Prawdziwa pomoc nie potrzebuje reflektorów, potrzebuje trwałych fundamentów.



Oprac. 3/5/2026,

redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.



Betonowa dżungla i prawo silniejszego: Anatomia chodnikowego bezprawia

Czy „tylko minutka” na chodniku to niewinny błąd, czy początek końca społecznej empatii? Wejdź z kamerą w świat dostawców, którzy prawo interpretują przez pryzmat pośpiechu, i sprawdźmy, co o naszych miastach mówi walka o każdy metr krawężnika. Odkrywam kulisy „mitycznych zezwoleń” i pytam o cenę, jaką płacimy za wygodę szybkich dostaw.

* * *

Kto skraca drogę kosztem spokoju bliźniego, ten gubi cel własnej podróży, zanim jeszcze do niej wyruszy.

 Współczesne miasto jest organizmem, który nigdy nie sypia, a jego krwiobiegiem są ulice. Jednak coraz częściej obserwujemy zjawisko, które można nazwać miażdżycą przestrzeni wspólnej. Na chodnikach, drogach rowerowych i zieleńcach pojawiają się intruzi o masie kilku ton. Materiał wideo z kanału „Konfitura”, zatytułowany prowokacyjnie „Bus musi latać”, to nie tylko zapis drogowych potyczek, ale przede wszystkim przejmujący dokument o stanie naszego społeczeństwa, etyce pracy i rozmywaniu się odpowiedzialności.

Bus musi latać, a pieszy musi uciekać – o kryzysie odpowiedzialności w przestrzeni publicznej

Co zyskujesz po lekturze?

  • Wiedzę prawną: Dowiesz się, jak poprawnie interpretować znaki B-36 i P-19 oraz dlaczego „mityczne zgody” na wjazd na chodnik zazwyczaj nie istnieją.
  • Perspektywę etyczną: Zrozumiesz głębszy, moralny kontekst drobnych wykroczeń drogowych w świetle tradycji i psychologii.
  • Świadomość systemową: Spojrzysz na problem parkowania busów nie tylko jako na błąd jednostki, ale jako efekt presji korporacyjnej.
  • Argumenty do dyskusji: Zyskasz merytoryczne podstawy do rozmowy o bezpieczeństwie pieszych w Twojej okolicy.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

Psychologia „tylko minutki” i techniki neutralizacji

 Kiedy obserwujemy kierowców busów dostawczych parkujących w miejscach niedozwolonych, uderza nas powtarzalność ich argumentacji. To tylko na chwilęja tu pracujęnie ma gdzie stanąć. W psychologii społecznej zjawisko to opisuje się jako techniki neutralizacji. Kierowca, łamiąc prawo, nie postrzega siebie jako przestępcy czy egoisty. Przeciwnie – on „ratuje sytuacjꔄdostarcza towar”„wykonuje misję”

 W ten sposób następuje wyparcie winy. Inny uczestnik ruchu – pieszy z wózkiem, osoba starsza czy rowerzysta – staje się w oczach kierowcy przeszkodą w realizacji „wyższego celu”, jakim jest terminowa dostawa. To klasyczny przykład rozproszenia odpowiedzialności. Skoro wszyscy tak robią (jak słyszymy w nagraniu: „w całej Polsce tak się robi”), to jednostkowy czyn przestaje być obciążeniem dla sumienia. 

Fundamenty moralneCo mówi o tym „Księga”?

 Choć współczesność próbuje uciekać od religijnych aksjomatów, zasady współżycia społecznego w naszej kulturze głęboko osadzone są w etyce biblijnej. Problem „chodnikowej samowoli” to w istocie problem szacunku do bliźniego i jego przestrzeni. 

 W Księdze Przysłów czytamy: Nie przesuwaj dawnej granicy, którą postawili twoi ojcowie” (Prz 22, 28). W kontekście urbanistycznym „granicą” tą jest krawężnik – fizyczna i prawna bariera oddzielająca świat pojazdów od świata ludzi. Jej naruszenie jest aktem agresji symbolicznej. Z kolei Ewangelia według św. Łukasza przypomina: Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie” (Łk 16, 10). Lekceważenie „drobnych” znaków zakazu czy linii poziomych jest symptomem głębszego kryzysu uczciwości, który przekłada się na całe życie publiczne.

Demokratyczna perspektywa: System, który pożera własne dzieci

 Nie można jednak patrzeć na ten problem wyłącznie przez pryzmat indywidualnych decyzji kierowców. Perspektywa socjaldemokratyczna nakazuje nam spojrzeć wyżej – na korporacje i system logistyczny. Kierowca busa, często pracujący na „śmieciówce” lub własnej działalności gospodarczej (B2B), jest poddawany nieludzkiej presji czasu. Algorytmy wielkich firm kurierskich nie uwzględniają czasu na szukanie legalnego miejsca parkingowego oddalonego o 200 metrów. 

 Firmy te przerzucają koszty swojej działalności na infrastrukturę publiczną. Niszczone chodnikirozjeżdżone trawniki i zagrożenie zdrowia obywateli to w rzeczywistości „ukryte koszty” tanich dostaw. To prywatyzacja zysków i uspołecznienie strat. Gdy dostawca mówi: muszę tu stać, bo muszę zrobić robotę, demaskuje niewydolność systemu, w którym prawo do zysku korporacji staje się ważniejsze niż prawo obywatela do bezpiecznego chodnika.

Weryfikacja rzeczywistości: Mit „specjalnych zezwoleń”

 Jednym z najbardziej fascynujących, a zarazem przerażających fragmentów materiału jest konfrontacja z dostawcą twierdzącym, że posiada zgodę władz dzielnicy na jazdę po drodze dla rowerów. Autor nagrania, wykazując się rzetelnością godną najlepszych śledczych, zweryfikował te deklaracje u źródła – w Zarządzie Dróg Miejskich oraz Urzędzie Dzielnicy Wilanów.

 Odpowiedź była jednoznaczna: nikt nie wydał żadnych zezwoleń. To odkrywa kolejną warstwę problemu – kulturę kłamstwa. Kierowcy, czując się osaczeni przez społeczną kontrolę, uciekają się do fabrykowania rzeczywistości prawnej. Wierzą, że pewność siebie i powoływanie się na nieistniejące autorytety wystarczy, aby uciszyć krytykę. To niebezpieczny precedens, który niszczy zaufanie do instytucji państwowych.

Infrastruktura jako lustro społecznych nawyków

 Wideo edukuje nas również w kwestii zawiłości oznakowania. Znak B-36 (zakaz zatrzymywania się) w połączeniu z linią P-19 (wyznaczającą miejsce postojowe) to dla wielu czarna magia. Brak znajomości przepisów (lub ich wybiórcze stosowanie) prowadzi do chaosu. 

 Zauważmy jednak, że tam, gdzie infrastruktura jest jasna i nie dopuszcza interpretacji (np. fizyczne zatoki, słupki), problem znika. Jednak, jak zauważa autor filmu, wiele „zwyczajowych” zatok to pozostałości po starych przepisach, które nie gwarantują widoczności przed przejściami dla pieszych. Ich likwidacja budzi opór, ale jest konieczna dla ratowania życia. Tutaj pojawia się pytanie o odpowiedzialność projektantów i urzędnikówCzy tworząc przestrzeń, przewidują oni realne potrzeby dostawcze, czy jedynie „odfajkowują” normy?

Podsumowanie i komentarz: Ciężar każdej decyzji

 Każdy wjazd na chodnik, każde zignorowanie drogi dla rowerów jest świadomym wyborem. To decyzja o postawieniu własnej wygody (lub wygody przedsięborcy) ponad bezpieczeństwo dziecka idącego do szkoły czy seniora o ograniczonej mobilności. 

 Jako obserwatorzy i uczestnicy ruchu, musimy przestać być obojętni. „Konfitura” pokazuje, że upominanie się o przestrzeganie zasad nie jest donosicielstwem, lecz aktem dbałości o wspólne dobro. Odpowiedzialność za miasto spoczywa na nas wszystkich: na kierowcy, który musi zrozumieć, że „jego praca” nie daje mu specjalnych przywilejów; na kliencie, który musi zaakceptować, że kurier może spóźnić się 5 minut, bo szukał parkingu; i na państwie, które musi surowo egzekwować prawo od tych, którzy uważają się za stojących ponad nim.

Źródło: Bus musi latać | Konfitura



W ostatecznym rozrachunku, to nie znaki drogowe budują bezpieczeństwo, ale nasza gotowość do zauważenia drugiego człowieka w przestrzeni, którą dzielimy.

* * *

Oprac. 3/5/2026,
redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.:



czwartek, 30 kwietnia 2026

Chodnikowy front: Obywatelska misja czy medialny lincz?

Czy walka o bezpieczne chodniki to współczesny heroizm, czy „internetowe trollowanie”? Odkrywam kulisy głośnego konfliktu, który obnażył nie tylko słabość polskich służb, ale przede wszystkim kryzys naszej społecznej odpowiedzialności. Przeczytaj o tym, dlaczego „święte krowy” na chodnikach to tylko wierzchołek góry lodowej w świecie, w którym wygoda wygrywa z dekalogiem bezpieczeństwa.

Wolność pieszego kończy się tam, gdzie zaczyna się zderzak samochodu, którego kierowca uznał, że pośpiech jest ważniejszy od życia bliźniego.


 Współczesne polskie miasto stało się areną specyficznego rodzaju wojny podjazdowej. Nie jest to konflikt o terytoria w sensie militarnym, lecz o metry kwadratowe betonu, które – teoretycznie należąc do wszystkich – stają się przedmiotem brutalnej prywatyzacji. Incydent na warszawskiej ulicy Wiertniczej, szeroko komentowany po emisji reportażu „Państwo w państwie”, to nie tylko historia jednego aktywisty i grupy zdenerwowanych rodziców. To socjologiczny rentgen naszego społeczeństwa, w którym „Ja” agresywnie wypiera „My”.

Pomiędzy prawem a wygodą – analiza konfliktu o przestrzeń publiczną i granice empatii.

Co zyskuje czytelnik?

Po lekturze tej treści zyskujesz szerszą perspektywę na konflikty miejskie, wychodzącą poza ramy zwykłej kłótni. Dowiesz się, jakie mechanizmy psychologiczne sterują agresją kierowców, dlaczego media często manipulują obrazem aktywistów oraz jak fundamentalne zasady moralne przekładają się na nasze codzienne decyzje za kierownicą i na chodniku. To lekcja empatii i odpowiedzialności obywatelskiej.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

Socjologia „twierdzy na czterech kołach”

 Z perspektywy psychologii społecznej samochód w Polsce przestał być jedynie narzędziem transportu. Stał się mobilnym przedłużeniem sfery prywatnej – „ruchomą twierdzą”. Gdy kierowca wjeżdża na chodnik, aby tylko na chwilę podrzucić dziecko do przedszkola lub odebrać paczkę, dokonuje aktu mikro-agresji wobec wspólnoty. W jego umyśle przestrzeń publiczna przestaje istnieć; liczy się tylko jego cel. 

 Ten mechanizm, znany jako atrybucja obronna, pozwala sprawcy wierzyć, że jego wykroczenie jest usprawiedliwione wyższą koniecznością (deszczem, pośpiechem, brakiem parkingu), podczas gdy identyczne zachowanie u innych uznałby za skandaliczne. Konflikt na Wiertniczej obnażył ten dysonans: rodzice, chroniąc komfort własnych dzieci, narażają cudze dzieci na niebezpieczeństwo, nie widząc w tym żadnej logicznej sprzeczności.

Etyka mediów i pułapka symetryzmu

 Analizując materiał Polsatu, nie sposób nie odnieść się do etyki dziennikarskiej. Program „Państwo w państwie” z założenia powinien piętnować dysfunkcje systemu. Tymczasem, jak wynika z relacji uczestników i analizy faktów, ciężar narracji został przesunięty z pytania: Dlaczego służby dopuszczają do patologii?, na pytanie: Czy aktywista zarabia na tym zbyt dużo?

 To klasyczny zabieg ad hominem – zamiast merytorycznej dyskusji o 16 ofiarach śmiertelnych rocznie na polskich chodnikach (statystyka przytoczona w materiale), media serwują nam igrzyska, w których „donosiciel” (jak próbowano etykietować Maksyma) staje się antagonistą dla uciśnionego rodzica. Takie sformułowanie tezy jest głęboko niemoralne. Sugeruje bowiem, że egzekwowanie prawa przez obywatela jest większym grzechem niż łamanie tego prawa przez silniejszego (kierowcę).

Perspektywa biblijna: Odpowiedzialność za brata

 W poszukiwaniu aksjomatów moralnych warto sięgnąć do fundamentów naszej kultury. Biblia w wielu miejscach mówi o odpowiedzialności za drugiego człowieka. List św. Jakuba przypomina: Kto bowiem wie, jak czynić dobrze, a nie czyni, ten grzeszy” (Jk 4, 17). W kontekście bezpieczeństwa na drogach, „czynienie dobrze” to nie tylko przestrzeganie przepisów, ale też odwaga upomnienia błądzącego.

 Z kolei Ewangelia wg św. Mateusza przynosi słowa: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Jeśli potraktujemy pieszego – osobę starsządzieckoosobę niepełnosprawną – jako owego „najmniejszego”, to każde wtargnięcie samochodem na chodnik staje się wykroczeniem przeciwko godności drugiego człowieka. Aktywizm, który wywołuje taką furię u kierowców, jest w istocie wypełnianiem biblijnego obowiązku bycia stróżem brata swego.

Trauma i empatia – tło psychologiczne

 W debacie publicznej często brakuje głosu ofiar. Historia Idy, żony aktywisty, która jako nastolatka została potrącona na przejściu dla pieszych, rzuca zupełnie inne światło na agresywność aktywistów. To, co kierowca postrzega jako czepialstwo, dla osoby z traumą powypadkową jest walką o przetrwanie. Psychologia traumy uczy nas, że reakcje na zagrożenie (walcz, uciekaj, zamarznij) są instynktowne. Widok 2-tonowej maszyny na drodze przeznaczonej dla ludzi jest dla ofiary wypadku triggerem, który wyzwala ogromne emocje. Zamiast empatii, Ida i Maksym spotykają się jednak z wyzwiskami. To dowód na głęboką erozję więzi społecznych w Polsce – nie potrafimy zrozumieć cudzego lęku, bo nasz pośpiech jest „święty”.

Odpowiedzialność decyzji i niemoc państwa

 Dlaczego to obywatele z kamerami muszą pilnować porządku? To największa porażka opisywana w materiale. Policja i Straż Miejska, zamiast eliminować zagrożenie, często skupiają się na legitymowaniu tych, którzy to zagrożenie zgłaszają. System karania stał się w Polsce opcjonalny – kierowca woli zaryzykować niski mandat niż zmienić przyzwyczajenie. Jest to postawa skrajnie nieodpowiedzialna, budująca kulturę bezkarności.

 Każda decyzja o wjeździe na chodnik jest decyzją o zaakceptowaniu ryzyka czyjejś śmierci. Możemy udawać, że „nic się nie stało”, ale statystyki nie kłamią. Wjeżdżając tam, gdzie nie wolno, stajemy się architektami przyszłych tragedii.

Źródło: Przyjdę z żoną #live | Konfitura



Konflikt o chodniki to w rzeczywistości konflikt o jakość naszej cywilizacji. Jeśli pozwolimy na to, aby siła silniejszego (samochodu) dyktowała warunki słabszemu (pieszemu), cofniemy się do etapu przed-społecznego. Odpowiedzialność za przestrzeń wspólną nie leży tylko w rękach służb, ale w sumieniu każdego z nas. Zanim następnym razem ocenisz „konfiturę” z kamerą, zadaj sobie pytanie: czy wolisz żyć w świecie, w którym każdy pilnuje Twojego bezpieczeństwa, czy w takim, gdzie każdy dba tylko o własny parking?



Oprac. 30/4/2026,

redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.



Chodnikowa szlachta i amoralny familizm: Czy Polska to jeszcze Europa?

Czy dokumentowanie łamania prawa to przejaw obywatelskiej troski, czy „donosicielstwo”? Dlaczego w Polsce kierowca parkujący na środku chodnika staje się ofiarą, a pieszy walczący o swoje bezpieczeństwo – agresorem? Zapraszam do lektury wszechstronnej analizy fenomenu „Konfitury”, w której rozkładam na czynniki pierwsze kryzys polskiej moralności, upadek służb państwowych i cywilizacyjne starcie Wschodu z Zachodem.

Gdzie nie ma prawa, tam nie ma wolności; bo wolność to bycie wolnym od przemocy i ograniczeń ze strony innych– John Locke


 W minioną niedzielę widzowie programu „Państwo w Państwie” stali się świadkami spektaklu, który w soczewce skupił najgorsze przywary polskiego życia publicznego. Występ Maksyma, znanego szerzej jako „Konfitura”, oraz towarzyszącego mu Jana Śpiewaka, obnażył nie tylko bezradność służb mundurowych, ale przede wszystkim głęboki, amoralny fundament, na którym ufundowana jest nasza codzienna egzystencja w przestrzeni wspólnej. Jako obserwatorzy życia społecznego, musimy zadać sobie pytanie: czy postawa człowieka dokumentującego patologie drogowe to „szeryfowanie”, czy może ostatnia linia obrony przed zdziczeniem obyczajów?

Konfident czy obywatel? Wojna o chodniki jako lustro polskiej duszy i upadku państwa.

Co zyskuje czytelnik?

Po lekturze tego tekstu czytelnik zyskuje:

  1. Głęboką perspektywę socjologiczną: Zrozumienie mechanizmu „amoralnego familizmu”, który blokuje rozwój obywatelski w Polsce.
  2. Krytyczne narzędzia analizy mediów: Umiejętność dostrzegania manipulacji w programach interwencyjnych i technik odwracania uwagi od meritum.
  3. Argumentację moralną i ideową: Gotowe argumenty (biblijne i socjaldemokratyczne) do dyskusji o pierwszeństwie pieszych i roli państwa w ochronie słabszych.
  4. Świadomość systemową: Wiedzę o realnej skali niewydolności służb i konieczności zmian w taryfikatorach oraz mentalności.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

Etyka w krzywym zwierciadle mediów

 Z punktu widzenia etyki dziennikarskiej i prawa prasowego, program Polsatu zaprezentował modelowy przykład manipulacji. Zamiast skupić się na merytorycznej dyskusji o 16 osobach, które w ubiegłym roku straciły życie na polskich chodnikach, redakcja uderzyła w ad personam. Pytania o zarobki z YouTube’a, wyciąganie na światło dzienne prywatności żony bohatera czy sugerowanie „prowokacji” to techniki mające na celu odwrócenie uwagi od istoty problemu. Media, zamiast pełnić funkcję kontrolną wobec państwa, w tym przypadku stanęły po stronie „oprawców” – osób świadomie łamiących prawo, czyniąc z nich ofiary emocjonalnego stresu.

 To klasyczny mechanizm victim blaming (obwiniania ofiary). Kierowca wjeżdżający 2-tonową maszyną na teren przeznaczony dla pieszych nie jest postrzegany jako sprawca zagrożenia, lecz jako człowiek wyprowadzony z równowagi przez kamerę. To odwrócenie pojęć jest przerażające: przestępstwo drogowe staje się normą, a jego piętnowanie – wykroczeniem przeciwko „świętemu spokojowi” sprawcy.

Amoralny familizm i dziedzictwo feudalizmu

 Socjologiczna kategoria amoralnego familizmu, o której wspomina Jan Śpiewak, idealnie tłumaczy polskie realia. To postawa, w której wspólnota chroni swoich” (w tym przypadku grupę kierowców), uznając prawo za zewnętrzny, wrogi narzut. W tej optyce osoba zgłaszająca wykroczenie to nie praworządny obywatel, lecz „donosiciel” i „konfident”. Używanie więziennej grypsery w programie publicystycznym przez dziennikarza głównego nurtu świadczy o tym, jak głęboko ta podkultura przeniknęła do głównego nurtu.

 Żyjemy w społeczeństwie kastowym, gdzie samochód za kilkaset tysięcy złotych staje się współczesnym odpowiednikiem szlacheckiego sygnetu, dającym prawo do pogardy dla „plebsu” poruszającego się pieszo lub komunikacją miejską. Sytuacje z udziałem celebrytów, takich jak Radosław Majdan czy Edyta Pazura, pokazują, że nowobogacka szlachta wierzy w swoją nietykalność. Dla nich chodnik to nie przestrzeń publiczna, lecz przedłużenie ich prywatnego folwarku.

Perspektywa biblijna: Prawo jako tarcza słabych

 W tym kontekście warto przywołać aksjomaty moralne obecne w Piśmie ŚwiętymBiblia wielokrotnie podkreśla odpowiedzialność za wspólnotę i ochronę najsłabszych. Prorok Izajasz grzmiał: Biada tym, którzy wydają wyroki niesprawiedliwe i tym, co piszą ustawy krzywdzące, aby odepchnąć ubogich od sądu i ograbić z prawa biednych mego ludu” (Iz 10, 1-2)Czyż dzisiejsi „biedni” to nie piesi, matki z wózkami i osoby niepełnosprawne, którym odbiera się prawo do bezpiecznego poruszania się po mieście?

 Również w Księdze Przysłów czytamy: Kto prawość kocha, ten nienawidzi kłamstwa” (Prz 13, 5). Obywatelska postawa polegająca na mówieniu „nie” patologii jest w swej istocie głęboko chrześcijańska, o ile jej celem jest sprawiedliwość, a nie zemsta. Zrozumienie, że prawo ma służyć ochronie życia, a nie wygodzie silniejszego, jest fundamentem cywilizacji łacińskiej.

Psychologia agresji i kortyzolowy naród

 Z perspektywy psychologii społecznej, agresja kierowców, którym zwraca się uwagę, jest reakcją na pęknięcie ich bańki statusu. Samochód w Polsce jest przedłużeniem ego. Gdy ktoś śmie zakwestionować prawo do parkowania na trawniku, uderza w samo centrum tożsamości właściciela pojazdu. Stąd biorą się wyzwiska, groźby karalne i naruszanie nietykalności cielesnej. 

 Polska to kraj ludzi permanentnie sfrustrowanych, gdzie – jak celnie zauważa dr Śpiewak – poziom kortyzolu wynosi 1500. Brak zaufania do instytucji państwa sprawia, że każda interakcja z drugim człowiekiem, która zawiera element krytyki, jest odbierana jako atak na życie. To stan permanentnej wojny domowej, rozgrywającej się na każdym metrze kwadratowym kostki brukowej.

Demokratyczna wizja miasta

 Z punktu widzenia socjaldemokratycznego, przestrzeń publiczna (chodniki, skwery, parki) to wspólny zasób, który powinien podlegać rygorystycznej ochronie przed prywatyzacją przez posiadaczy kapitału (w tym przypadku samochodów). Urbanistyka w Polsce od lat 90. uległa auto-kracji. Zniszczenie transportu publicznego i kult auta jako jedynego wyznacznika sukcesu doprowadziły do sytuacji, w której miasto przestaje być miejscem spotkań, a staje się parkingiem.

 Działania „Konfitury” to w istocie walka o prawo do miasta. To walka o to, aby dziecko mogło bezpiecznie dojść do szkoły, a staruszka o kulach nie musiała przeciskać się między suwem a murem kamienicy. Skandalem jest, że w 2026 roku szansa na mandat za nielegalne parkowanie wynosi zaledwie 1%. To systemowe przyzwolenie na bezprawie, które demoralizuje społeczeństwo szybciej niż jakakolwiek propaganda.

Odpowiedzialność decyzji i komentarz końcowy

 Każda decyzja o wjechaniu na chodnik, ominięciu słupków czy zignorowaniu znaku zakazu jest decyzją o postawieniu własnej wygody ponad życie i zdrowie innych. To wybór cywilizacyjny. Możemy budować społeczeństwo oparte na regułach zachodnioeuropejskich – gdzie panuje równość wobec prawa i szacunek dla słabszego – albo trwać w modelu „wschodnim”, feudalnym, gdzie rację ma ten, kto ma większy taran zderzaka.

Źródło: Przemoc, szeryfowanie, donosicielstwo. Konfitura w Państwo w Państwie. | Jan Śpiewak



Zakończmy tę refleksję komentarzem: dr Jan Śpiewak i Maksym nie są problemem. Problemem jest państwo, które abdykowało ze swoich funkcji. Gdy policja i straż miejska przestają egzekwować prawo, obywatele są zmuszeni brać sprawy w swoje ręce. To niebezpieczna droga, grożąca linczami i eskalacją przemocy, ale jedyna, jaka pozostaje w obliczu systemowej znieczulicy. Dopóki mandaty będą traktowane jako „podatek od luksusu”, a nie dotkliwa kara, dopóty na naszych chodnikach będzie rządzić prawo dżungli.



Oprac. 30/4/2026,

redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.



środa, 29 kwietnia 2026

Błędne koło wykluczenia 2026: Gdy odległość od centrum mierzy się w latach świetlnych.

Województwo warmińsko-mazurskie w 2026 roku zdaje się biec dwoma torami. Podczas gdy Olsztyn buduje szklane domy i podnosi płace, w Górowie Iławeckim na jedno miejsce pracy wciąż czeka niemal 400 osób. Czy jesteśmy świadkami gospodarczego cudu, czy systemowego skazywania peryferii na zapomnienie? Zapraszam w głąb analizy, która obnaża mity o „ucieczce na wieś” i stawia trudne pytania o fundamenty naszej moralności.

Geografia bywa przeznaczeniem tylko tam, gdzie mury obojętności są wyższe niż wieże kościelne, a droga kończy się wcześniej niż ludzka nadzieja.


Anatomia zapomnianego krajobrazu

 Kiedy patrzymy na mapy województwa warmińsko-mazurskiego wiosną 2026 roku, nasze oczy mamią optymistyczne wykresy. Budownictwo kwitnie, produkcja przemysłowa rośnie, a przeciętne wynagrodzenie brutto skoczyło o 6% rok do roku. To piękna fasada. Jednak pod tym lśniącym lakierem kryje się rdza wykluczenia, która najmocniej wgryza się w tkankę gmin Górowo Iławeckie. Jako obserwator życia społecznego, musimy zapytać: czy ten wzrost gospodarczy to przypływ, który podnosi wszystkie łodzie, czy tylko te cumujące w bezpiecznych portach metropolii?

Asfalt kontra nadziejaCzy Górowo Iławeckie to koniec świata, czy początek naszej wspólnej odpowiedzialności?

Co zyskujesz po zapoznaniu się z treścią?

Czytelnik otrzymuje głębokie zrozumienie mechanizmu błędnego koła biedy na przykładzie konkretnego regionu. Zyskuje argumenty do dyskusji o etyce w ekonomii, poznaje realny wpływ infrastruktury na życie jednostki oraz odkrywa potencjał technologiczny jako szansę na przełamanie marginalizacji geograficznej.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

Krajobraz klifów społecznych

 Mapa fizyczna jest złudna. Sugeruje ciągłość i równość szans. Jednak po nałożeniu na nią danych socjologicznych, płaszczyzna zamienia się w krajobraz stromych klifów. Podregion olsztyński generuje niemal połowę PKB regionu, podczas gdy północne obrzeża, jak powiat bartoszycki, zbierają jedynie okruchy z pańskiego stołu. Górowo Iławeckie, z gęstością zaludnienia wynoszącą zaledwie 17 osób na kilometr kwadratowy, przypomina skandynawskie pustkowia, ale bez skandynawskiej sieci zabezpieczeń.

 Tu pojawia się pierwszy aksjomat moralny, zaczerpnięty z Listu św. Jakuba 2, 15-16Jeśli brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» — a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała — to na co się to przyda?. W kontekście Górowa Ił.„chlebem” nie jest tylko zasiłek z pomocy społecznej, ale infrastruktura usług publicznych – ta „twarda” Biblia współczesnego rozwoju.

Błędne koło infrastrukturalnego grzechu

 Raporty Urzędu Statystycznego w Olsztynie z kwietnia 2026 roku jest bezlitosny: województwo warmińsko-mazurskie ma najniższą gęstość dróg twardych w kraju. W gminie Górowo Iławeckie brak asfaltu to nie tylko kwestia błota na butach – to bariera ontologiczna. Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który chciałby wykorzystać potencjał „Ostoi Warmińskiej” czy unikalnych torfowisk w Toprzynach. Zrezygnuje, gdy dowie się, że ciężarówka z towarem może nie przetrwać podróży, a 85% nowych domów nie ma dostępu do gazu.

 To klasyczna pułapka strukturalna. Gmina została sklasyfikowana jako Obszar Strategicznej Interwencji (OSI). W języku urzędniczym brzmi to jak pomoc, w rzeczywistości to często diagnoza trwałej marginalizacji. Młodzi ludzie wyjeżdżają, baza podatkowa się kurczy, a koszty utrzymania gigantycznego terenu (szkół, wodociągów) spadają na barki coraz starszego i uboższego społeczeństwa. To systemowy kanibalizm: brak inwestycji wymusza migrację, a migracja uniemożliwia inwestycje.

388 do jednego: Matematyka rozpaczy

 W marcu 2026 roku w powiecie bartoszyckim na jedną ofertę pracy przypadało 388 bezrobotnych. To nie jest statystyka – to wyrok. Z perspektywy psychologii społecznej taka dysproporcja prowadzi do wyuczonej bezradności. Jeśli szansa na zatrudnienie jest statystycznie bliska zeru, motywacja do przekwalifikowania się wygasa. 

 Tu wkracza perspektywa socjaldemokratyczna: państwo, które pozwala na 18,2-procentowe bezrobocie w jednym powiecie przy 3,2-procentowym w drugim, abdykuje ze swojej roli gwaranta sprawiedliwości społecznej. System pomocy społecznej w górowskiej gminie z którego korzysta aż 14,6% mieszkańców (ponad czterokrotnie więcej niż średnia krajowa!), przestał być trampoliną. Stał się poczekalnią. Wspieranie „miękkich” projektów – warsztatów w świetlicach – bez budowy dróg żelaznych i sieci wodnych, to jak nauka pływania na pustym basenie. To etycznie wątpliwe dawanie złudzeń zamiast narzędzi.

Odpowiedzialność decyzji: Między Excelem a Ewangelią

 Z perspektywy ortodoksyjnej ekonomii, pakowanie milionów w drogi czy linie kolejowe dla kilku wsi w lesie jest nieefektywne. Ale Biblia w Ewangelii Mateusza 25, 40 przypomina: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Odpowiedzialność decydentów w 2026 roku polega na zrozumieniu, że „najmniejsi” to dziś mieszkańcy peryferii. 

 Pozostawienie tych terenów samym sobie generuje koszty ukryte: zapaść zdrowotną (ubytek 160 praktyk lekarskich w regionie)koszty zasiłków i utracony potencjał ekologicznyGórowo Iławeckie to nie ciężar – to zasób. 28% powierzchni to lasyczyste powietrze i unikalna przyroda. Ale bez „twardej” interwencji, ten diament nigdy nie zostanie oszlifowany.

Cyfrowa Arka Przymierza?

 Pojawia się jednak światełko w tunelu, o którym wspominają raporty: powszechność szybkiego internetu. W 2026 roku technologia dociera tam, gdzie nie dotarł pociąg. To szansa na rewolucję kulturową. Czy 5G i praca zdalna mogą zniwelować 70-kilometrową odległość od Olsztyna? Może przyszłość peryferii nie leży w wielkim przemyśle, ale w byciu „zielonym biurem świata”? To wymaga jednak odważnej wizji, o której mówi Księga Przysłów 29, 18Gdzie nie ma wizji, naród się psuje.

Źródło: Błędne koło wykluczenia w Górowie Iławeckim | Sprawy Idei



Górowo Iławeckie w 2026 roku jest soczewką, w której skupiają się wszystkie błędy polskiej transformacji i nadzieje na nową solidarność. Wykluczenie przestrzenne to nie wyrok natury, ale wynik konkretnych decyzji budżetowych. Jeśli nie zmienimy paradygmatu – z ratowania „jednostek” na ratowanie „struktur” – za kilka lat obudzimy się w kraju, gdzie mapa będzie tylko zbiorem odizolowanych od siebie wysp dobrobytu otoczonych morzem rezygnacji. Naszą odpowiedzialnością jest budować mosty, nie tylko te z betonu i asfaltu, ale przede wszystkim te z empatii i sprawiedliwej redystrybucji szans.

* * *

Oprac. 29/4/2026,
redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.



Ogród wiary na pustyni polityki: Dlaczego mur Jeffersona chroni nas wszystkich?

Czy świeckie państwo to rzeczywiście "wojna z krzyżem", czy może jedyny sposób, aby wiara pozostała autentyczna, a społeczeństwo nie utonęło w nienawiści? Zapraszam w podróż od perskich królów, przez francuskie barykady, aż po polskie "państwo bez stosów", aby odkryć, że rozdział Kościoła od państwa to nie ateizm, lecz najwyższa forma szacunku dla wolności człowieka.

"Prawdziwy laik to ktoś, kto potrafi wyznawać pogląd, nie będąc jego niewolnikiem; kto śmieje się z tego, co kocha, nie przestając kochać nadal." – inspiracja myślą Claudio Magrisa.


 Współczesna debata o świeckości państwa w Polsce przypomina często starcie dwóch głuchych monologów. Z jednej strony słyszymy o dyktaturze relatywizmu, z drugiej o państwie wyznaniowym. Tymczasem, jak uczy nas historia idei, laicyzm w swoim najgłębszym, humanistycznym sensie nie jest ani kredo ateistycznym, ani formą antyklerykalizmu. Jest zdolnością do odróżniania sfer kompetencji: tego, co należy do wiedzy, od tego, co należy do wiary.

Laicyzm po polsku: Powrót do tradycji wolnych sumień i odpowiedzialnych decyzji.

CO ZYSKUJE CZYTELNIK:

Po lekturze tego tekstu czytelnik zyskuje szeroki kontekst historyczny i filozoficzny, który pozwala wyjść poza partyjne spory o religię. Zrozumie, że świeckość to narzędzie ochrony wiary przed polityką, a nie jej eliminacji. Otrzyma argumenty oparte na Biblii i polskiej tradycji, które pozwalają na prowadzenie dialogu z osobami o skrajnie różnych światopoglądach w duchu wzajemnego szacunku i odpowiedzialności za wspólne państwo.

 Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi.
Stać Cię :-) espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews
  

Perspektywa socjologiczna: Państwo jako statek, nie jako świątynia

 Z punktu widzenia socjologii polityki, państwo nie jest zrzeszeniem dążącym do zbawienia dusz. Winston Churchill, zapytany o fundamentalne prawdy teologiczne, żachnął się, twierdząc, że to pytania kontynentalne. Miał rację w swojej brytyjskiej trzeźwości: sternik państwa nie ma nas doprowadzić do portu „Prawdy Ostatecznej”, lecz dbać, aby załoga się nie pozabijała, a statek nie zatonął. Gdy państwo próbuje stać się szafarzem łaski, walka o władzę zamienia się w walkę na śmierć i życie. Właśnie tutaj objawia się odpowiedzialność decyzji o laicyzmie – to wybór pokoju nad religijną wojną domową.

 W ujęciu socjaldemokratycznym świeckość jest platformą, na której mogą spotkać się wierzący i niewierzący w imię sprawiedliwości społecznej. Rozdział instytucji religijnych od aparatu władzy paradoksalnie wzmacnia ducha wspólnoty. Jak zauważył Roger WilliamsXVII-wieczny duchowny, ogród Kościoła musi być oddzielony od pustyni polityki. Kiedy mur znika, pustynia wdziera się do ogrodu, niszcząc delikatne kwiaty duchowości piaskiem partyjnych interesów.

Aksjomaty moralne i biblijne: Bóg, który ceni wolność

 Przeciwnicy laicyzmu często zapominają o fundamentalnym biblijnym aksjomacie wolności. Jeśli sam Stwórca dopuszcza możliwość odrzucenia Go przez człowieka, szanując dar wolnej woli, to jakim prawem jakikolwiek minister czy król miałby ten wybór ograniczać? W Ewangelii wg św. Mateusza czytamy słynne: Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga  (Mt 22, 21). To nie tylko wezwanie do płacenia podatków, to pierwszy w dziejach postulat separacji sfer.

 Jeszcze głębszy przykład odnajdujemy w Starym Testamencie, w postaci Cyrusa Wielkiego. Prorok Izajasz pisze o nim: Tak mówi Pan o swym pomazańcu Cyrusie: Ja go ująłem za prawą rękę, aby ukorzyć przed nim narody... Choć Mnie nie znałeś” (Iz 45, 1-4)Cyrus, poganin, król perski, stał się narzędziem Bożym, zapewniając Izraelitom wolność religijną i powrót z niewoli. To biblijny prototyp świeckiego sprawiedliwego – władcy, który nie musi wyznawać Twojej wiary, aby być gwarantem Twojej wolności. Państwo świeckie to taki współczesny Pax Persica, gdzie pod wspólnym dachem prawa każdy może odbudowywać własną świątynię.

Trzy drogi: Francja, USA, Belgia

 Świat oferuje nam różne modele tej koegzystencji. Mamy laicyzm francuski – silnie tożsamościowy, niemal państwową religię republiki, gdzie twarz obywatela ma być wolna od religijnych symboli, aby chronić jedność ludu (Laos). Mamy model amerykański – paradoksalnie najbardziej restrykcyjny prawnie (całkowity zakaz finansowania religii z podatków), a jednocześnie owocujący najbardziej religijnym społeczeństwem ZachoduJeffersonowski mur separacji nie powstał, aby niszczyć religię, ale aby chronić ją przed korupcją władzy. Wreszcie model belgijski – liberalny pluralizm, gdzie państwo dotuje wszystkich: od katolików po „laicyzm zorganizowany”, traktując światopogląd jako sferę usług społecznych.

Polska krew i „państwo bez stosów”

 Dla nas, Polaków, laicyzm nie powinien być towarem importowanym. Mamy własną, wspaniałą tradycję „proto-laicką”. To Zygmunt August grzmiał: Nie jestem królem waszych sumień. To Konfederacja Warszawska z 1573 roku – dokument wpisany na listę UNESCO – jako pierwsza w Europie gwarantowała wieczysty pokój między różnowiercami. Polska była potężna wtedy, gdy była tolerancyjna. Zbitka Polak-katolik to produkt naszych narodowych klęsk, czasu zaborów i komunistycznej opresji, kiedy Kościół stał się jedynym szańcem wolności. Dziś, w wolnym państwie, podtrzymywanie tego oblężniczego paradygmatu jest anachronizmem, który szkodzi samej religii.

Komentarz końcowy i odpowiedzialność

 Decyzja o budowie świeckiego państwa to nie kapitulacja przed nihilizmem. To dojrzałe uznanie, że w społeczeństwie pluralistycznym nikt nie posiada monopolu na prawdę, dobro i piękno. Jak pisał Claudio Magris, musimy iść do innych po resztę prawdy. Odpowiedzialność polityczna polega na stworzeniu reguł gry, w których klauzula sumienia lekarza nie staje się wyrokiem na pacjenta, a symbol religijny w parlamencie nie staje się znakiem dominacji jednej grupy nad drugą.

Źródło: [ABC] Czym jest laicyzm i po co nam świeckie państwo? | Marcin Giełzak | Dwie Lewe Ręce



Prawdziwa świeckość to przestrzeń „humanizmu integralnego”, gdzie wierzący i niewierzący mogą wspólnie budować sprawiedliwy ład, zachowując krytyczny dystans do własnych dogmatów. Bo wiara, której nie ożywiają wątpliwości – jak uczył ks. Józef Tischner – staje się martwa. Świeckie państwo daje nam luksus wątpienia, który jest jedynym fundamentem autentycznego wyboru.



Oprac. 29/4/2026,

redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.