Etykiety

niedziela, 3 maja 2026

Miraż średniej krajowej. O społecznej gorączce powiatu bartoszyckiego

Podczas gdy nagłówki krzyczą o historycznych rekordach płac, w cieniu pruskich pagórków dogorywa mit o wolnym rynku. Czy zakładowy autobus do fabryki to nowoczesny benefit, czy nowa forma pańszczyzny? Zapraszam do analizy ekonomicznego dysonansu Warmii, gdzie 18-procentowe bezrobocie spotyka się z brutalną ścianą płacy minimalnej.

Felieton: Szklany sufit nad pagórkami Natangii

Statystyka jest jak latarnia morska dla pijaka – służy raczej do podparcia się niż do oświetlenia drogi, zwłaszcza gdy blask luksusu metropolii rzuca głęboki cień na prowincję.


 Majowa aura 2026 roku w Górowie Iławeckim mogłaby zwieść nieuważnego obserwatora. Miasteczko, malowniczo rozpięte na siedmiu pagórkach nad rzeką Młynówką, sprawia wrażenie sielankowej enklawy. Zabytkowe kamienice, zieleń dawnej Natangii i cisza, która w wielkich miastach jest towarem luksusowym, budują obraz idealnego miejsca do życia. Jednak pod tą estetyczną warstwą kryje się ekonomiczny i społeczny dramat, którego nie potrafią już maskować nawet najbardziej wygładzone komunikaty Głównego Urzędu Statystycznego.

Góra obietnic, dolina wykluczenia: Pułapka 4.806 złotych pod Górowem Iławeckim

Co zyskuje czytelnik?

Po lekturze tej treści Czytelnik otrzymuje wszechstronne rozeznanie w mechanizmach pułapki płacy minimalnej. Zyskuje zdolność odróżnienia ogólnikowych wskaźników makroekonomicznych od rzeczywistej sytuacji na prowincji oraz rozumie, jak brak infrastruktury transportowej staje się narzędziem współczesnego uzależnienia ekonomicznego.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

 W kwietniu 2026 roku polska przestrzeń informacyjna została zalana entuzjastycznymi danymi: przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw przebiło barierę 7.600 złotych brutto. Z perspektywy szklanych biurowców Olsztyna czy Gdańska, region warmińsko-mazurski wydaje się pędzić ku dobrobytowi. Jednak dla mieszkańca powiatu bartoszyckiego, te liczby brzmią jak ponury żart. To tutaj, w epicentrum statystycznego cyklonu, stopa bezrobocia wciąż oscyluje wokół dramatycznych 18,2%. Mamy do czynienia z klasycznym dysonansem poznawczym, gdzie matematyczna średnia staje się narzędziem przemocy symbolicznej wobec tych, którzy od lat nie mogą wyjść poza sferę „ustawowego minimum”.

Pułapka dolnej granicy

 Z punktu widzenia psychologii społecznej i teorii sprawiedliwości, płaca minimalna – ustalona w 2026 roku na poziomie 4.806 zł brutto – miała pełnić funkcję „podłogi”. Mechanizmu chroniącego najsłabszych przed wyzyskiem. Tymczasem w okolicach Górowa Iławeckiego stała się ona nieprzekraczalnym „sufitem”. Analiza ofert pracy z końcówki kwietnia nie pozostawia złudzeń: robotnik gospodarczy w Gałajnachpracownik krawiecki w Markajmachmeliorant w Lelkowie – wszyscy, bez względu na trud pracy, stopień precyzji czy warunki fizyczne, otrzymują co do grosza tę samą stawkę. 

 W warunkach tak potężnej nadwyżki rąk do pracy, mechanizm konkurencji o pracownika przestaje istnieć. Przedsiębiorca nie musi licytować w górę, ponieważ wie, że desperacja lokalnej społeczności jest silniejsza niż rynkowe zasady popytu. To stan, który socjaldemokratyczna krytyka nazwałaby stagnacją wymuszoną. Jeśli jedyną alternatywą dla 4.806 złotych jest rejestracja w urzędzie pracy bez prawa do zasiłku, wolność wyboru staje się fikcją.

Bus jako łańcuch: Nowy paternalizm przemysłowy

 Najbardziej fascynującym, a zarazem niepokojącym zjawiskiem jest rola logistyki. W regionie, gdzie transport publiczny został zdegradowany do roli szczątkowej, a miejscowości takie jak Paustry czy Sędziwojewo stają się wyspami odciętymi od świata, rolę państwa i samorządu przejmuje wielki kapitał. Przykład firmy Polmlek, oferującej zakładowy dowóz pracowników z powiatu bartoszyckiego do Lidzbarka Warmińskiego, jest modelową ilustracją paternalizmu korporacyjnego.

 Z perspektywy etycznej musimy sobie zadać pytanie o odpowiedzialność. Czy zakładowy bus to akt dobrej woli? Z analizy kosztów wynika coś zgoła innego. To chłodna kalkulacja. Inwestycja w leasing kilku autobusów jest znacznie tańsza niż systemowe podniesienie pensji całej załodze w celu przyciągnięcia kadr z bliższych, droższych lokalizacji. Co więcej, bus staje się potężnym narzędziem kontroli. Pracownik, którego jedyna droga do zarobku zależy od łaski zakładowego kierowcy, traci jakąkolwiek siłę negocjacyjną. Jego mobilność życiowa zostaje sprowadzona do jednej trasy. To współczesna forma przywiązania do ziemi, gdzie zamiast karbu mamy rozkład jazdy komercyjnego przewoźnika lub zakładową przepustkę.

Aksjomaty moralne a budżetówka

 Warto w tym miejscu odwołać się do fundamentów etycznych, które od wieków wskazują na godność pracy jako wartość nadrzędną. Prorok Jeremiasz grzmiał: Biada temu, kto buduje swój dom na niesprawiedliwości, a swoje komnaty na bezprawiu, kto każe swemu bliźniemu pracować darmo i nie daje mu zapłaty za jego trud” (Jr 22, 13). Choć kwota 4.806 zł nie jest pracą „darmo”, to w kontekście rosnących kosztów życia i bogacenia się metropolii, staje się zapłatą niegodziwą, bo niepozwalającą na rozwój, a jedynie na biologiczne przetrwanie.

 Nawet sektor publiczny, będący tradycyjnie ostoją stabilności, nie oferuje ucieczki z tej pułapki. Oferty dla specjalistów w urzędach czy MOPS-ach w Bartoszycach, zaczynające się od 4.950 zł brutto, pokazują, że państwo samo legitymizuje ten niski standard. Praca kierownika placówki za 7.000 zł brutto – kwotę poniżej „bogatej” średniej wojewódzkiej – to dowód na to, że kwalifikacje i odpowiedzialność na prowincji zostały zdewaluowane. Sektor publiczny stał się tu „cichą przystanią”, w której nie szuka się bogactwa, lecz jedynie ochrony przed 18-procentową gorączką bezrobocia.

Cień automatuCo przyniesie jutro?

 Największa odpowiedzialność za obecne decyzje ujawni się jednak za dekadę. Żyjemy w przededniu powszechnej automatyzacji. Jeśli jedynym atutem mieszkańców okolic Górowa Iławeckiego jest dziś tania, powtarzalna praca fizyczna, to w starciu z algorytmami wizyjnymi i robotami magazynowymi ta społeczność jest skazana na anihilację ekonomiczną. 

 Kiedy zniknie potrzeba „tanich rąk”, znikną też zakładowe busy. Co wtedy zostanie na siedmiu pagórkach? Jeśli dziś nie zainwestujemy w infrastrukturę komunikacyjną, która uniezależni pracownika od jednego przedsiębiorcy, oraz w edukację wykraczającą poza obsługę wózka widłowego, Górowo Iławeckie stanie się pięknym, zabytkowym skansenem wykluczenia.

Źródło: Pułapka minimalnej krajowej pod Górowem Iławeckim | Sprawy Idei



Odpowiedzialność za region nie może kończyć się na statystycznym uśrednianiu sukcesu. Prawdziwa kondycja gospodarcza warmińsko-mazurskiego nie odbija się w lustrach olsztyńskich biurowców, ale w oczach pracownika, który o 5:00 rano czeka na zakładowego busa, wiedząc, że jego trud wyceniono na absolutne minimum. Jeśli nie zmienimy paradygmatu – od „taniej siły roboczej” ku „mobilnemu, godnie opłacanemu obywatelowi” – statystyka za kilka lat nie będzie miała już kogo mierzyć.



Oprac. 3/5/2026,

redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.



Iluzja miłosierdzia w cieniu algorytmu: Dlaczego zbiórki nie zastąpią państwa?

Gdy influencer jednym kliknięciem zbiera miliony na chore dzieci, klaszczemy z zachwytu. Ale co dzieje się z tymi, którzy nie są „fotogeniczni” w swoim cierpieniu? Zapraszam do lektury wszechstronnej analizy fenomenu cyfrowej filantropii, która – choć karmi nasze serca – może po cichu głodzić nasz system ochrony zdrowia. Dowiedz się, dlaczego Twoja składka zdrowotna jest najważniejszą akcją charytatywną, w jakiej bierzesz udział.

* * *

"Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat – ale kto buduje szpital, ratuje tysiące tych, których imion nigdy nie pozna".


 Współczesna Polska przypomina wielki plac budowy, na którym zamiast solidnych fundamentów instytucjonalnych, coraz częściej próbujemy stawiać konstrukcje z „lajków”, emocjonalnych rolek i SMS-owych zrywów. Ostatnie wydarzenia w przestrzeni medialnej – zbiórki opiewające na ćwierć miliarda złotych – wywołały zbiorową euforię. Oto „my”, naród, pokazaliśmy, że potrafimy. Ale w cieniu tego triumfu czai się pytanie, na które rzadko chcemy odpowiadać: czy nasza hojność nie stała się przypadkiem listkiem figowym dla postępującej erozji zaufania do państwa?

Pomiędzy „serduszkiem” a systemem – o etyce zrzutek i odpowiedzialności wspólnoty.

Co zyskuje czytelnik:

Po lekturze tego tekstu Czytelnik zyskuje głębsze zrozumienie mechanizmów rynkowych sterujących współczesną charytatywnością. Uczy się odróżniać doraźną pomoc emocjonalną od systemowej odpowiedzialności za dobro wspólne oraz otrzymuje argumenty do dyskusji o tym, dlaczego silne państwo i sprawiedliwy system ubezpieczeń są najlepszą gwarancją bezpieczeństwa dla każdego obywatela, niezależnie od jego „medialności”.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

 Z perspektywy socjologii mediów to, co obserwujemy, to estetyzacja cierpienia. Aby uzyskać pomoc w świecie zdominowanym przez zrzutki, choroba musi stać się produktem. Musi być medialna, chwytająca za serce, najlepiej z twarzą dziecka, które idealnie wpisuje się w ramy instagramowego kadru. Jak zauważa dr Maria Libura, wpadamy w pułapkę efektu Świętego Mateusza. Biblijny aksjomat z Ewangelii według św. MateuszaBo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma” (Mt 13, 12), realizuje się tu w sposób wyjątkowo przewrotny. Ci, którzy mają zasięgi, sprawny marketing i fotogeniczne nieszczęście, otrzymują miliony. Ci zaś, których choroba jest „brzydka”, wstydliwa – jak nowotwory osób starszych czy schorzenia urologiczne wieloródek – pozostają w ciemnej strefie cyfrowego niebytu.

 Z psychologicznego punktu widzenia zbiórki dają nam coś, czego nie daje podatek: natychmiastowe poczucie sprawstwa. Klikam, przelewam 10 złotych i widzę, jak pasek postępu rośnie. To dopamina przebrana w szaty altruizmu. Jednak to poczucie sprawstwa bywa iluzoryczne. Podczas gdy platformy zbiórkowe pobierają prowizje sięgające nieraz 6%, administracja NFZ kosztuje nas mniej niż 1% składek. Mimo to, w powszechnym mniemaniu urzędas z funduszu jest wrogiem, a „influencer z sercem” – zbawcą. To niebezpieczny dryf w stronę sentymentalnego anarchizmu, w którym odrzucamy solidaryzm społeczny na rzecz emocjonalnej loterii.

 W ujęciu socjaldemokratycznym ochrona zdrowia nie jest aktem łaski, lecz prawem człowieka. Ewangeliczna zachęta: Jeden drugiego brzemiona noście” (Gal 6, 2) w nowoczesnym państwie realizuje się poprzez progresywny system podatkowy i ubezpieczeniowy. To właśnie ta „przymusowa akcja charytatywna”, jaką jest NFZ, finansuje tysiące zawałów, dializ i operacji, o których nikt nie nagra wiralowego filmu na TikToku. Gdy zaczynamy wierzyć, że zbiórki mogą załatać dziury w systemie, dajemy politykom „przepustkę do lenistwa”Jeśli społeczeństwo samo sfinansuje najdroższe terapie, po co reformować system?

 Musimy też otwarcie mówić o etycznym koszcie, jaki płacą beneficjenci tych zrywów. Rodzic dziecka, który musi „sprzedać” jego prywatność, aby uzyskać szansę na leczenie, zostaje poddany procesowi uprzedmiotowienia. Staje przed trybunałem publiczności, która ocenia: czy ten przypadek jest wystarczająco smutny?. To brutalny regres do czasów przed-nowoczesnych, gdzie pomoc zależała od kaprysu pana i łaskawości dworu, a nie od obiektywnej potrzeby medycznej.

 Odpowiedzialność za decyzję o wsparciu zbiórki jest wielowymiarowa. Z jednej strony, odruch serca jest godny najwyższego szacunku i stanowi o naszym człowieczeństwie. Z drugiej – jako obywatele musimy rozumieć, że zdrowie populacji zależy od struktur, a nie od akcyjności. Nie możemy pozwolić na powstanie „medycyny metropolitalnej”, gdzie bogaci mieszkańcy dużych miast ze świetnymi łączami do influencerów żyją dłużej, podczas gdy prowincja staje się pustynią medyczną. Solidarność, o której tyle mówimy, musi być nudna, systemowa i biurokratyczna, aby była skuteczna dla każdego, nie tylko dla wybranych.

 Na koniec warto przywołać biblijną zasadę sprawiedliwości: Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7, 12)Czy chcielibyśmy żyć w świecie, w którym nasze życie zależy od tego, czy algorytm Facebooka łaskawie wyświetli nasz wpis? Zapewne nie. Dlatego prawdziwym aktem dojrzałości społecznej nie jest tylko jednorazowy przelew na „zrzutkę”, ale codzienne wymaganie od państwa, aby system, na który wszyscy się składamy, działał sprawnie i sprawiedliwie.


Źródło: Czego nie zastąpią zbiórki? | Goście: dr Maria Libura, Radek Tokarz | Dwie Lewe Ręce



Zjawisko masowych zbiórek w Polsce jest fascynującym, ale i niepokojącym barometrem stanu naszego społeczeństwa. Pokazuje ogromny potencjał dobra, ale jednocześnie obnaża dramatyczny deficyt zaufania do instytucji publicznych. Musimy uważać, aby „kultura zrzutki” nie stała się gwoździem do trumny publicznej ochrony zdrowia. Prawdziwa pomoc nie potrzebuje reflektorów, potrzebuje trwałych fundamentów.



Oprac. 3/5/2026,

redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.



Betonowa dżungla i prawo silniejszego: Anatomia chodnikowego bezprawia

Czy „tylko minutka” na chodniku to niewinny błąd, czy początek końca społecznej empatii? Wejdź z kamerą w świat dostawców, którzy prawo interpretują przez pryzmat pośpiechu, i sprawdźmy, co o naszych miastach mówi walka o każdy metr krawężnika. Odkrywam kulisy „mitycznych zezwoleń” i pytam o cenę, jaką płacimy za wygodę szybkich dostaw.

* * *

Kto skraca drogę kosztem spokoju bliźniego, ten gubi cel własnej podróży, zanim jeszcze do niej wyruszy.

 Współczesne miasto jest organizmem, który nigdy nie sypia, a jego krwiobiegiem są ulice. Jednak coraz częściej obserwujemy zjawisko, które można nazwać miażdżycą przestrzeni wspólnej. Na chodnikach, drogach rowerowych i zieleńcach pojawiają się intruzi o masie kilku ton. Materiał wideo z kanału „Konfitura”, zatytułowany prowokacyjnie „Bus musi latać”, to nie tylko zapis drogowych potyczek, ale przede wszystkim przejmujący dokument o stanie naszego społeczeństwa, etyce pracy i rozmywaniu się odpowiedzialności.

Bus musi latać, a pieszy musi uciekać – o kryzysie odpowiedzialności w przestrzeni publicznej

Co zyskujesz po lekturze?

  • Wiedzę prawną: Dowiesz się, jak poprawnie interpretować znaki B-36 i P-19 oraz dlaczego „mityczne zgody” na wjazd na chodnik zazwyczaj nie istnieją.
  • Perspektywę etyczną: Zrozumiesz głębszy, moralny kontekst drobnych wykroczeń drogowych w świetle tradycji i psychologii.
  • Świadomość systemową: Spojrzysz na problem parkowania busów nie tylko jako na błąd jednostki, ale jako efekt presji korporacyjnej.
  • Argumenty do dyskusji: Zyskasz merytoryczne podstawy do rozmowy o bezpieczeństwie pieszych w Twojej okolicy.

Podziękuj, aby bezpośrednio wykazać wdzięczność twórcy na Suppi - Postaw kawę autorowi. Stać Cię :-) Espresso tylko 10 zł. Kliknij w link: https://suppi.pl/gniadeknews

Psychologia „tylko minutki” i techniki neutralizacji

 Kiedy obserwujemy kierowców busów dostawczych parkujących w miejscach niedozwolonych, uderza nas powtarzalność ich argumentacji. To tylko na chwilęja tu pracujęnie ma gdzie stanąć. W psychologii społecznej zjawisko to opisuje się jako techniki neutralizacji. Kierowca, łamiąc prawo, nie postrzega siebie jako przestępcy czy egoisty. Przeciwnie – on „ratuje sytuacjꔄdostarcza towar”„wykonuje misję”

 W ten sposób następuje wyparcie winy. Inny uczestnik ruchu – pieszy z wózkiem, osoba starsza czy rowerzysta – staje się w oczach kierowcy przeszkodą w realizacji „wyższego celu”, jakim jest terminowa dostawa. To klasyczny przykład rozproszenia odpowiedzialności. Skoro wszyscy tak robią (jak słyszymy w nagraniu: „w całej Polsce tak się robi”), to jednostkowy czyn przestaje być obciążeniem dla sumienia. 

Fundamenty moralneCo mówi o tym „Księga”?

 Choć współczesność próbuje uciekać od religijnych aksjomatów, zasady współżycia społecznego w naszej kulturze głęboko osadzone są w etyce biblijnej. Problem „chodnikowej samowoli” to w istocie problem szacunku do bliźniego i jego przestrzeni. 

 W Księdze Przysłów czytamy: Nie przesuwaj dawnej granicy, którą postawili twoi ojcowie” (Prz 22, 28). W kontekście urbanistycznym „granicą” tą jest krawężnik – fizyczna i prawna bariera oddzielająca świat pojazdów od świata ludzi. Jej naruszenie jest aktem agresji symbolicznej. Z kolei Ewangelia według św. Łukasza przypomina: Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie” (Łk 16, 10). Lekceważenie „drobnych” znaków zakazu czy linii poziomych jest symptomem głębszego kryzysu uczciwości, który przekłada się na całe życie publiczne.

Demokratyczna perspektywa: System, który pożera własne dzieci

 Nie można jednak patrzeć na ten problem wyłącznie przez pryzmat indywidualnych decyzji kierowców. Perspektywa socjaldemokratyczna nakazuje nam spojrzeć wyżej – na korporacje i system logistyczny. Kierowca busa, często pracujący na „śmieciówce” lub własnej działalności gospodarczej (B2B), jest poddawany nieludzkiej presji czasu. Algorytmy wielkich firm kurierskich nie uwzględniają czasu na szukanie legalnego miejsca parkingowego oddalonego o 200 metrów. 

 Firmy te przerzucają koszty swojej działalności na infrastrukturę publiczną. Niszczone chodnikirozjeżdżone trawniki i zagrożenie zdrowia obywateli to w rzeczywistości „ukryte koszty” tanich dostaw. To prywatyzacja zysków i uspołecznienie strat. Gdy dostawca mówi: muszę tu stać, bo muszę zrobić robotę, demaskuje niewydolność systemu, w którym prawo do zysku korporacji staje się ważniejsze niż prawo obywatela do bezpiecznego chodnika.

Weryfikacja rzeczywistości: Mit „specjalnych zezwoleń”

 Jednym z najbardziej fascynujących, a zarazem przerażających fragmentów materiału jest konfrontacja z dostawcą twierdzącym, że posiada zgodę władz dzielnicy na jazdę po drodze dla rowerów. Autor nagrania, wykazując się rzetelnością godną najlepszych śledczych, zweryfikował te deklaracje u źródła – w Zarządzie Dróg Miejskich oraz Urzędzie Dzielnicy Wilanów.

 Odpowiedź była jednoznaczna: nikt nie wydał żadnych zezwoleń. To odkrywa kolejną warstwę problemu – kulturę kłamstwa. Kierowcy, czując się osaczeni przez społeczną kontrolę, uciekają się do fabrykowania rzeczywistości prawnej. Wierzą, że pewność siebie i powoływanie się na nieistniejące autorytety wystarczy, aby uciszyć krytykę. To niebezpieczny precedens, który niszczy zaufanie do instytucji państwowych.

Infrastruktura jako lustro społecznych nawyków

 Wideo edukuje nas również w kwestii zawiłości oznakowania. Znak B-36 (zakaz zatrzymywania się) w połączeniu z linią P-19 (wyznaczającą miejsce postojowe) to dla wielu czarna magia. Brak znajomości przepisów (lub ich wybiórcze stosowanie) prowadzi do chaosu. 

 Zauważmy jednak, że tam, gdzie infrastruktura jest jasna i nie dopuszcza interpretacji (np. fizyczne zatoki, słupki), problem znika. Jednak, jak zauważa autor filmu, wiele „zwyczajowych” zatok to pozostałości po starych przepisach, które nie gwarantują widoczności przed przejściami dla pieszych. Ich likwidacja budzi opór, ale jest konieczna dla ratowania życia. Tutaj pojawia się pytanie o odpowiedzialność projektantów i urzędnikówCzy tworząc przestrzeń, przewidują oni realne potrzeby dostawcze, czy jedynie „odfajkowują” normy?

Podsumowanie i komentarz: Ciężar każdej decyzji

 Każdy wjazd na chodnik, każde zignorowanie drogi dla rowerów jest świadomym wyborem. To decyzja o postawieniu własnej wygody (lub wygody przedsięborcy) ponad bezpieczeństwo dziecka idącego do szkoły czy seniora o ograniczonej mobilności. 

 Jako obserwatorzy i uczestnicy ruchu, musimy przestać być obojętni. „Konfitura” pokazuje, że upominanie się o przestrzeganie zasad nie jest donosicielstwem, lecz aktem dbałości o wspólne dobro. Odpowiedzialność za miasto spoczywa na nas wszystkich: na kierowcy, który musi zrozumieć, że „jego praca” nie daje mu specjalnych przywilejów; na kliencie, który musi zaakceptować, że kurier może spóźnić się 5 minut, bo szukał parkingu; i na państwie, które musi surowo egzekwować prawo od tych, którzy uważają się za stojących ponad nim.

Źródło: Bus musi latać | Konfitura



W ostatecznym rozrachunku, to nie znaki drogowe budują bezpieczeństwo, ale nasza gotowość do zauważenia drugiego człowieka w przestrzeni, którą dzielimy.

* * *

Oprac. 3/5/2026,
redaktor Gniadek

!!! Nota: Materiał poglądowy opracowano ze starannością przy użyciu językowego narzędzia generatywnego modelu w oparciu o dostarczone dane.: